Budapeszt – pomiędzy Warszawą a Paryżem

I nie chodzi mi o to, że Warszawa jest w jakiś sposób gorsza czy Paryż lepszy od Węgierskiej stolicy. Ale po kolei!

W Budapeszcie, moim przewodnikiem i gospodarzem był Péter. Członek Gyűrűk Ura Cosplay Club i naprawdę świetny przewodnik po Budapeszcie :). Przez kilka dni, a właściwie kilka wieczorów, udało mu się pokazać mi najważniejsze zabytki i po krótce przedstawić całą historię Węgier (nie zważając na moje narzekania :D). Podczas jego opowieści i całego zwiedzania miałam kilka spostrzeżeń, mniejszych lub większych różnic.

1. Nie wstydzą się, a wręcz są dumni z pochodzenia narodu Węgierskiego.
I nie mam na myśli ostatniej historii, a najgłębszych korzeni – siedmiu plemion węgierskich.
Na pięknym Placu Bohaterów, w otoczeniu figur najważniejszych osób w historii węgier, znajduje się pomnik własnie tych dziewięciu plemion.
W Polsce? Setki pomników papieża, drugie tyle Piłsudskiego, wojskowych, świętych. Ok. Ale co z naszymi słowiańskimi korzeniami? Prawie się o tym nie mówi w szkole, może, na jednej lekcji w podstawówce, jako legendę. Jakby nasza historia zaczęła się wraz z chrześcijaństwem. Wielka szkoda :(.
DSC00349

Plac Bohaterów z pomnikiem upamiętniającym siedem plemion węgierskich na samym środku.

2. Właściwie, Budapeszt to trochę dwa miasta.
Kiedyś to były dokładnie dwa miasta, Buda na wzgórzach po zachodniej stronie Dunaju i Peszt na równinie po wschodniej stronie. Ten podział wciąż się przewija, chociażby w przedzieleniu w logo miasta. Zabytki, muzea i miejsca warte zwiedzania są rozrzucone po obu stronach a nie skupione tylko w centrum.

3. Trochę Warszawa, trochę Paryż, albo po prostu Budapeszt.
Ogrom cudownej architektury, od rzymskiego amfiteatru i kolumn, przez dworzec zbudowany przez Eiffel’a, przez neogotyckie i neobarokowe kościoły, pięknie zachowane fasady budynków i ornamenty z okolic XIXgo wieku, węgierską secesję, po ogromny (naprawdę ogromny) budynek Parlamentu i po… post-sowieckie bloki na obrzeżach.DSC00038

Detal – Kościół Św. Mateusza na wzgórzu niedaleko Buda Castle.

DSC00047

Widok z Buda Castle na drugą stronę – Peszt i Chain Brigde 

To co jeszcze się mi rzuciło w oczy to… brak nowoczesnego budownictwa. To świetnie z punktu widzenia turysty, ale jednak lubię współczesną architekturę, to jak często zręcznie wyłania się z i przenika starsze budownictwo. (Ale, ale! Na starych blokowiskach widać jednak mnóstwo paneli słonecznych! Polsko, inspiruj się!)

4. Język.
Kto powiedział, że polski jest trudny nie słyszał węgierskiego :D. Brzmi jak czeski od tyłu, tylko coby jeszcze trudniej było, nie robią praktycznie żadnej przerwy miedzy słowami xD. Chociaż, jeśli by się przyjrzeć głębiej językowi, można wyłapać podobne słowa. Na szczęście :).
Ale, ale. Jedna rzecz język węgierski, kompletnie inna to dogadanie się, np. po angielsku. Mało osób, nawet młodych, zna podstawowy angielski. Jasne, w fajnej hipsta kawiarni z łatwością pogadam o stopniu spalenia kawy czy o tym czy ciastko jest bardzo słodkie czy nie aż tak. Ale już zapytać w supermarkecie czy wino jest słodkie czy wytrawne, tak na oko 18letniego chłopaczka rozstawiającego towar? W oczach widze przerażenie, pot skapuje z czoła i bardzo powoli wycofuje się patrząc na mnie jakbym mogła własnymi zębami wymordować wszystkich znajdujących się w pobliżu. Jak oni grają w gry? Albo oglądają seriale? Seriously? To tym bardziej zastanawiające bo…

5. Konwent!
DSC00091

Cosplayerzy, cosplayerzy wszędzie! A jakość kostiumów – zachwycała :).

DSC00093

Cosplay, Star Wars, Star Trek, Whovianie, Tolkieniści, manga, wiązanie kimon, gra w Batmana i turniej LoL. Wszystko na jednym konwencie.

DSC00459

I konkursy cosplayowe. Tutaj akurat ostatnie strzały oddane przez Wild West Rangers!

Konwent na którym byłam to MondoCon. I jest to kompletnie inna skala i klimat. MondoCon ma bardziej formę targów. W trzech budynkach rozmieszczeni wystawcy – sklepy, wystawcy – grupy cosplayowe, gry i ostatnie – scena główna. Czy był to konwent mangowy? Tak. Czy był to konwent fantastyczny? Też. Growy? Jak najbardziej. W przeciwieństwie do polskich konwentów nie ma tutaj takiego podziału czy wzajemnych zatargów. Można było uchwycić na zdjęciu Ichigo z Bleacha walczącego z Lukiem Skywalkerem. To naprawdę wzór do naśladowania dla Polskich konwentów, zwłaszcza, że dzięki temu skala, ilość osób odwiedzających konwent, to kompletnie coś innego. Jest to też troche inna forma – targi i wystawcy ale brak właściwie prelekcji. Co najwyżej pokazy na scenie głównej. Myślę, że połączenie obu form mogłoby zrodzić coś naprawdę świetnego :).

To chyba najważniejsze moje spostrzęzenia z tej podróży. Nie chcę pisać jak bardzo padało, kuchni nie miałam zbyt okazji popróbować, wiele jeszcze mam do zwiedzenia i poznania – dlatego planuję już dokończyć zwiedzanie Budapesztu latem :).

english version:

Budapest – somewhere between Warsaw and Paris.

And I don’t mean that Warsaw is somehow worse, or Paris somehow better than Hungarian capital city. But, let me get to it!

In Budapest, my guide and host was Péter. A member of  Gyűrűk Ura Cosplay Club and really awesome travel guide. In few days, or rather few evenings he managed to show and tell me the most important things from whole history of Hungary (and he didn’t care how much I complained :D). During his narration and whole sightseeing I had a few insights, smaller and bigger differences comparing to what I know and see everyday.

1. Hungarians are not ashamed of origins of Hungarian nation.
And I don’t mean the recent history, I mean a deep roots – seven Hungarian tribes.
On beautiful Heroes Square, surrounded with the most important men in Hungarian history, is placed the monument of those nine tribes.
In Poland? Hundreds monuments of Pope, hundreds of Marshal Piłsudski, some generals, saints. Ok. But what about our Slavic roots? We barely tell about it in school, maybe in the first years, as a tale. As if our history started with christianity. Pity :(.

2. Well, to be frank, Budapest is kinda two cities. 
Not so long ago it was splited in two cities : Buda on hills on west side of Danube, and Pest on eastern plains. This division is still seen, for example in logo of city. Monuments, museums and relics, places worth seeing are on both sides, not only focused in city center. 

3. A bit of Warsaw, a bit of Paris, or just : Budapest.
A huge amount of great architecture, from roman amfitheatres and ancient columns, through a railway station designed by Eiffel, through neogothic and neobaroque churches, beautifully preserved facades of buildings and ornaments from around XIX century, Hungarian art noveau, till a huge (really huge) building of Parliament, and till… post-soviet housing estates on the rim of the city.
What really hit me is that there is no really modern and today’s architecture. It’s great from the perspective of tourist, but to me personally – I like modern architecture, to see how the new technology and forms merge with old and ancient. (But! On the old housing estates there are lots of solar panels! Poland, inspire yourself! :D)

4. Language
The person who said that Polish is hard never heard Hungarian I think :D. Sounds like Czech backwards, but to make it even more complicated, they don’t make almost any space between words. But if you look really close you can find some similar words. Thankfully :). 
But, Hungarian language is one thing. A completely different thing is to find common language. There is very few people who speak English, even among young generation. Of course, in popular, hipster cafe I will easily talk in English about a roasting of coffee. But if I asked a boy working in supermarket (around 18?) if the wine is sweet or dry, I saw pure fear in his eyes as if I wanted to kill everyone around with my bare hands. How they play games? Or view TV series? Seriously? This is even more puzzling because…

5. Convention!
Convention I was on named MondoCon is a completely different scale and tone than conventions I was in Poland. It has more form of fairs, than a closed lectures as for example Avangarda in Warsaw. In three buildings there was a lot of exhibitors – shops, cosplay clubs, games, and of course – main stage. 
Was it manga convent? Yes. Was it fantasy convent? Also yes. Gaming convention? Also affirmative. 
In the opposition to Polish conventions, here I haven’t seen any hatred between all groups. Even the diversions were not so huge. You could capture on one photo Ichigo from Bleach fighting with Luke Skywalker. This is something to look up to for Polish conventions. Especially that because of this the scale, amount of people on convention is something completely different. Also this different form – fair more than lectures. Only short shows on main stage. I think the form between may born something spectacular :).

And those were more or less main insights from this trip. I don’t want to write how it was raining, I didn’t have a lot of occasions to try local kitchen, I still have a lot to see and to know – therefore I am already planning to finish my sightseeing of Budapest this summer :).

1